JOURNAL · 18 WRZ 2026 · 3 MIN CZYTANIA
Rozmowa, która nie potrzebowała słów
Siedzieliśmy przy jednej misce matchy prawie dwadzieścia minut i odezwaliśmy się może trzy razy. To był jeden z lepszych wieczorów tego miesiąca.

Usiedliśmy przy kuchennym stole bez konkretnego planu na wieczór — nie była to wizyta z okazji czegokolwiek, tylko zwykły wtorek, który akurat mieliśmy wolny oboje. Zrobiłem dwie miski matchy, bo akurat miałem ochotę, nie dlatego, że wymagała tego sytuacja.
Rozmowa, która zwykle wypełnia takie spotkania, tym razem się nie pojawiła — nie z powodu napięcia, tylko dlatego, że żadne z nas jej nie szukało. Siedzieliśmy tak, z miskami w dłoniach, patrząc gdzieś pomiędzy sobą a oknem, przez czas, który później trudno mi było dokładnie oszacować.
Nie każda cisza między ludźmi wymaga wypełnienia.
Odezwaliśmy się może trzy razy w ciągu tych dwudziestu minut, i żadne z tych zdań nie było ważne samo w sobie — raczej potwierdzeniem, że wciąż jesteśmy tu oboje, nie próbą zapełnienia przestrzeni. Dziwnie rzadko zdarza mi się siedzieć z kimś tak długo bez poczucia, że powinienem coś powiedzieć.
Wyszedł później, bez pożegnalnej rozmowy podsumowującej wieczór, bo nie było czego podsumowywać — i to było w porządku. Niektóre spotkania zapamiętuje się właśnie przez to, czego w nich zabrakło, nie przez to, co się wydarzyło.
- relacje
- cisza
- esej


